DROGA DO DOMU CZ 2

Posted on Updated on

CZĘŚĆ DRUGA

Nadchodzi sen umysłu.

Widzisz szpitalny przygnębiający korytarz, jest długi i chudy jak głodny i niedożywiony człowiek, budzi w Tobie klaustrofobiczne odczucia, sam nie wiesz dlaczego tak go nazwałeś. Podsunąłem Ci moją myśl refleksji: może to wcale nie jest szpital, ale opuszczone miejsce po dawnym hotelu, biurowcu kiedyś tętniącym życiem. Zastanawiasz się nad tym przez chwilę. Pierwsze odczucie zwycięża, zapisujesz słowo szpital, na kliszy swojego twardego dysku.

Twoja sugestia jest poza moją mocą, przyszła do Ciebie sama z podświadomego umysłu, on nakłada filtry Twoich przekonań, zakłócając mój odbiór, więc określając i oceniając to co zobaczyłeś, straciłeś możliwość świadomej obserwacji tego co teraz widzisz. Ale Ty o tym nie wiesz, jesteś jeszcze tego nieświadomy. Czeka nas dużo pracy, aby dostroić nas do wspólnej częstotliwości brzmienia w naszej harmonii jedności istnienia.

Rozglądasz się dookoła, kierując wzrok na koniec korytarza, dostrzegasz owalny zwężający się tunel, na końcu którego jest światełko w kolorze czerwonym. Może to napis „EXIT” myślisz. Obserwujesz otoczenie, uświadamiasz sobie, że korytarz jest w kształcie kopuły, odwracasz się, drugi koniec ginie we mgle, skąpany w mleczno-białej poświacie.

Spoglądasz na swoją lewą rękę, na której jest zegarek. Ciekawe, czy wpadniesz na to, że tu nie ma czasu. Patrzysz, tracąc energię na zgadywanie, jakie jest wskazanie dużej i małej kreski na tarczy przemijania ludzkiego życia.

Po dłuższej chwili rezygnujesz, uświadamiasz sobie, że stojąc pośrodku, nie wiesz w którą stronę skierować los dalszego wątku tego dziwnego snu. Postanawiasz na razie stać w miejscu. Odczuwasz bardzo wyraźnie swoimi zmysłami kolory, dźwięki i zapachy. Jest wilgotno, lekki chłód i pleśniowa woń przenikającą całe ciało.

Po obu stronach korytarza ciągnie się szereg białych drzwi, do połowy przeszklonych, na których widnieją namalowane grubą czarną łuszczącą się farbą cyfry: 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, kończysz odliczanie, -dalej Twój wzrok nie sięga. Teraz pojawia się strach i niepokój rozcieńczony w wodzie ciekawości. To miejsce jest przytłaczające, stwierdzasz. Muszę się mu bliżej przyjrzeć.

Z sufitu dobiegają do Twoich uszu szmery, unosząc głowę dostrzegasz nad sobą pulsujące jarzeniówki, mrugające sygnałem zbyt krótkim dla alfabetu morsa. Twoje oczy łzawią. Odwracasz wzrok. Kolor światła jest mleczno-biały, świeci pustym pojęciem chwały, tak jak iluzja w Twoim umyśle, która opóźnia przebudzenie.

Wiem, za dużo przekazuję Ci sygnałów i znaków, rano wstaniesz i znów powrócisz do banałów swojego codziennego życia, śpiąc na jawie nie dostrzegasz mojej obecności, bo zbyt jesteś zajęty swoimi myślami, które zapełniają podświadomość kolejnymi obrazami przeszłości i przyszłości.

Codziennie tracisz moc swojej teraźniejszości, nie będąc w tu i teraz nie możesz mnie odbierać i ze mną rozmawiać.

Od tylu lat cały czas właśnie to chcę Ci przekazać. Nawiązać trwałe połączenie, byśmy razem osiągnęli spełnienie poprzez wspólne doświadczenie tu na ziemi w tym życiu. Ale Ty nie słuchałeś, omijałeś okazje i znaki, idąc ślepo wpadłeś do studni świata i zamieszkałeś w domu wariata.

Ja czekałem i byłem cierpliwy, aż postanowiłem dłużej nie czekać, przerwałem tamę, a woda jak rwąca rzeka zesłała na Twoje życie powódź. Dlatego tyle straciłeś i wreszcie się przebudziłeś odsłaniając powoli powieki iluzji umysłu.

Oderwałem te kartki zapisanego scenariusza, który dla Ciebie napisali obcy ludzie i spaliłem je w ogniu mojej miłości, dlatego teraz jesteś pełen sprzeczności. Masz kaca po wypiciu wódki tego świata. To minie, alkohol przeszłości wypłukuje się w wodzie nowej teraźniejszości, pełnej szczęścia, miłości i obfitości.

Niedługo to zrozumiesz, poczujesz, a stare zaakceptujesz jako zły sen na jawie, ale zanim to się stanie przejdziemy razem przez tą noc, emocji potężny głos, który mnie zagłusza i otumania, ale cały czas się spala.

Spoglądasz na ziemię, podłoga wyłożona jest kafelkami. Wydają się znajome, ułożone jak falujące morze dobrze znanych Ci wzorców zachowań. Zauważasz ślady butów odbitych kroplami deszczu, którego odgłos dobiega gdzieś z tyłu.

Odwracasz się, kilkanaście metrów przed Tobą są uchylone drzwi, to stamtąd dobiega ten jednostajny szum wody. Idziesz w jego stronę, strach potęguje nastrój, jak w filmie grozy.

Przez całe ciało przechodzi dreszcz, masz ochotę zawrócić, ale coś zacieśnia Twój ucisk na klamce i popycha skrzypiące drzwi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s