DROGA DO DOMU CZ. 3

Posted on Updated on

Budzisz się zlany zimnym potem. Na progu snu i jawy czujesz senne zjawy zjadające ostatni kęs obrazu, otwierających się drzwi, tak rzeczywistego jak pomięta poduszka podtrzymująca Twoją głowę przepełnioną emocjami i słowem niezrozumienia tego sennego przedstawienia. W teatrze świadomego snu dostąpiłeś objawienia innego niezrozumiałego stworzenia rzeczywistości, tak prawdziwej jak ta, która Cię teraz otacza.

Co to było, dlaczego tak nagle się pojawiło i skończyło. Rozmyślasz nad tym, próbując poskładać zdarzenia, nagle przychodzi olśnienie. Zanim Twój umysł przetłumaczy tą ulotną myśl na słowa, dźwięk alarmu w telefonie wyrwa Cię, bo jest już pora iść do iluzji przedszkola, gdzie gry i zabawy zaprowadzą Twój umysł do pokoju nagrody i kary.

Spadła roleta zasłaniająca okno zrozumienia, świadomość przystosowała się do kolorów sztucznego oświetlenia, a Ego w złości zaśpiewało swój hymn gotowości do działania. Już ponad godzinę jesteś spóźniony, znowu nadlecą kontrolujące drony i niczym sępy rozszarpią Cię na strzępy.

Wstajesz w pośpiechu, nie wiedząc po co i dlaczego musisz robić to, a nie co innego. W zasadzie nie masz czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo pierwsze dzwoniące telefony podpowiadają, czego dotyczyć będą dzisiejsze rozmowy.

Przez chwilę masz ochotę wejść z powrotem do łóżka i zniknąć, rozpłynąć we mgle zapomnienia swojego istnienia. Myślisz, że dobrze by było przenieść się do innego wymiaru, gdzie będziesz mógł od nowa żyć miłością własnego słowa.

Telefon od szefa, krótka rozmowa i jesteś gotowy by w pocie czoła zadowalać obcego potwora, który płaci cyfrą czteroliczbową w miesięcznych ratach, za które przeżyjesz lub powoli zgnijesz w bagnie codzienności.

Mówisz: Moje życie jest do dupy, przebudzenie śmierdzącej kupy, w której nie znajduje sensu. Nic się nie zmienia, dalej tkwię za murami więzienia, robię to samo, żyję i jem samo siano.

Tak rozumiem to doskonale, kiedy poczułeś, że jestem, że w snach tulę Cię i pieszczę pokazując nowe zdolności i Twórcze możliwości, zapragnąłeś innego życia, zgłębienia sercem tego wielkiego odkrycia samego siebie.

Poza powieką umysłu odkryłeś świat boskich zmysłów, kolorów, słów, ciepła i radości, niewysłowionego bogactwa obfitości.

Pamiętasz moje pierwsze słowa:

„ To co się budzi niezrozumiałe jest

to co odchodzi cierpienia wspomnień kres

to co jest teraz to ciszy miłosny szept”.

 

A tu zamiast cudownej przemiany, tkwisz dalej w bagnie codzienności mając poziom wyższej świadomości, jeszcze bardziej cierpisz biedę na pustyni pustych wartości, otoczony przez ludzi pełnych zazdrości, złości i ignorancji. Czujesz się bardzo samotny, nikt nie rozumie, o co Ci właściwie chodzi.

Wciąż słyszysz od szefa, kolegów i koleżanek: Pieniądze i praca to najważniejsza taca, dająca w życiu spełnienie i zadowolenie, sukces, za którym stoi pozycja, prestiż.

Ilu masz niewolników pod sobą?

Ile sprzedałeś w zeszłym miesiącu?

Jaki był zysk ze sprzedaży?

Tylko to się liczy, reszta to bohomazy, nimi nie nakarmisz swojego brzucha, dzieci, żony czy męża.

Więc rozumiem Cię doskonale, ta skala hipnozy, która Cię otacza ma prawo tak bardzo przytłaczać.

Zobaczysz, wszystko dzieje się po kolei, już niedługo przyjdą pierwsze podmuchy zmian, nie nadziei, to jest tylko kolejne słowo, zamieniające życie w niespełnione jezioro wiecznego czekania.

Coś do Ciebie dotarło, bo nastrój się polepszył, siedzisz za kierownicą samochodu w drodze do pierwszego klienta, oddając się marzeniom, odbierasz aparatem świadomości kilka moich myśli i czujesz ciepło inspiracji do dalszego poszukiwania znaków, które rozstawiłem na Twojej drodze.

Jedziesz samochodem wąską boczną uliczką, rozglądasz się na boki, śledząc numery budynków, nagle kilka metrów przed Tobą dostrzegasz na drodze psa, małego kundla. Zmoczony kroplami zimnego listopadowego deszczu truchta powoli środkiem ulicy nie bojąc się hałasów i ryku silników, spalin i oślepiających świateł.

Dojeżdżasz do niego trąbiąc poirytowany, śpieszysz się, a ten pies dla odmiany staje.

Trąbiąc drugi raz zastygasz w bezruchu. Patrzysz na psa, jego oczy…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s